Recenzje

“Hair Love”. O czym naprawdę jest ten film?

Jak w ciągu zaledwie 6 minut rozbawić i wzruszyć do łez wiedzą doskonale zwycięzcy tegorocznego Oscara.

“Hair Love” (2019) to amerykański krótkometrażowy film animowany napisany i wyreżyserowany przez Matthew A. Cherry’ego, znanego wcześniej z “BlacKkKlansman” (2018), gdzie był producentem wykonawczym. Animacja została nagrodzona Oscarem w kategorii najlepszy krótkometrażowy film animowany. 

Główną bohaterką jest Zuri, kilkuletnia ciemnoskóra dziewczynka o niesfornych włosach. Jesteśmy świadkami jej porannego szykowania się do wyjścia z domu, co wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać… zwłaszcza kiedy włosy dziewczynce musi upiąć tata.

Już od pierwszych kadrów jesteśmy zaangażowani w historię Zuri – co jest zaznaczone w jej kalendarzu? Na co tak bardzo czeka? Przez cały film twórcy serwują nam uczuciowy rollercoaster, a ostatnie sceny chyba każdego doprowadzą do płaczu.

Twórca filmu Cherry stwierdził, że zadaniem produkcji jest normalizacja nieujarzmionych włosów. Wspomniał także o ustawie CROWN, która zabrania dyskryminacji ze względu na fryzurę i fakturę włosów. CROWN oznacza stworzenie szanowanego i otwartego miejsca pracy dla włosów naturalnych. W Stanach nadal zdarzają się momenty dyskryminacji w pracy ze względu na rodzaj posiadanych włosów. To musi się zmienić.

Przez fakt, że w Polsce nie mamy styczności z dyskryminacją kręconych włosów, tak jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych, przeciętny Polak może mieć problem ze zrozumieniem oryginalnego przesłania twórców. Przez brak znajomości kontekstu polityczno-socjologicznego, w Polsce film odbierany może być jako słodka opowieść o miłości z przesłaniem w stylu “każdy jest piękny” (z włosami czy bez). Dla widza, któremu znajoma jest tematyka dyskryminacji ze względu na skręt włosów, jasnym będzie, co Cherry chciał powiedzieć poprzez “Hair Love” – Twoje włosy też są piękne. Nie wątp w to.

Animacja pełna jest ciepłych kolorów, a jej kreska jest raczej prosta – całość wygląda bardzo przytulnie i bije od niej dobro. Postaci narysowane są ślicznie, w każdym ich ruchu i spojrzeniu czuć emocje, które udzielają się widzowi. Mi wyjątkowo przypadł do gustu oceniający wszystko i wszystkich kot.

Nie podobała mi się natomiast muzyka – w mojej opinii brzmi jak reklamowe jingle – twórcy mogli tu się znacznie bardziej postarać. Na szczęście nie towarzyszy nam przez cały film, więc nie drażni szczególnie.

O dialogach nie mogę wiele napisać – w całej animacji słyszymy tylko głos matki Zuri (w tej roli Issa Rae).

Czy animacja zasłużenie otrzymała Oscara? Jak myślicie?

Leave a Reply

%d bloggers like this: