Recenzje

“Acid Rain”, czyli wizualnie porażająca przestroga przed pscychodelikami. TO TRZEBA ZOBACZYĆ

“Acid Rain” (2019) jest najczęściej nagradzanym polskim filmem animowanym i najczęściej nagradzaną animacją na świecie. Czy zachwyty są uzasadnione? Sami się przekonajcie.

Najnowszy film Tomka Popakula, absolwenta PWSFTviT w Łodzi, znanego wcześniej z “Ziegenort” (2013), zrobił prawdziwą furorę na świecie. Swoją premierę miał na prestiżowym festiwalu w Rotterdamie, a następnie na Sundace Film Festival w USA – o takich wyróżnieniach marzy każdy reżyser na świecie. “Acid Rain” wyświetlany był na ponad 60 festiwalach filmowych na całym globie, w tym na tak prestiżowych, jak te w Ottavie, Denver czy Palm Springs. Film ma na swoim koncie nagrody m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Meksyku, Japonii czy Korei Południowej. Nominowany był też do nagrody Annie za najlepszy krótkometrażowy film animowany.

Popakul odpowiada również za scenariusz tej oryginalnej, psychodelicznej animacji z elementami filmu grozy. Pomysł zrodził się z fascynacji autora subkulturą rave. Co więcej, na potrzeby produkcji, autor przeprowadził wywiady z Karolem Suką, który jest jednym z prekursorów muzyki rave w Polsce. Popakul serwuje nam historię Młodej (w tej roli Daria Polasik) – punkowej okularnicy, która uciekła z domu. Poznajemy ją w kiepskim dla niej momencie – początkowa ekscytacja wolnością i podróżowaniem autostopem pryska, gdy dziewczyna ląduje w środku nocy na obrzeżach miasta. Widzimy, że zaczyna mieć niepewną minę, aż tu nagle widzi kogoś, kto balansuje na barierce na wysokim moście.

Tak oto poznaje Chudego (Piotr Bułka) – dziwnego faceta w neonowych ciuchach, wyluzowanego i otwartego, a do tego mieszkającego w kamperze. Co więcej, już na pierwszy rzut oka widać, że Chudy nie stroni od narkotyków. Nasza bohaterka oczywiście uznaje to za coś super, ekstra i totalnie nienudnego i wyrusza z nim w podróż nie wiadomo dokąd.

Kadr z filmu „Kwaśny deszcz”


Kwaśny deszcz


Przez znajomość z Chudym (i wyzwalającymi narkotykami) Młoda decyduje się na kompletną zmianę wyglądu, od ciuchów i fryzury po kolczyki i tunele. Scenę przemiany poprzedza ta, w której bohaterka pod wpływem psychodelików wybiega z auta na polanę i podziwia deszcz. Deszcz, który wygląda magicznie – jego krople rozciągają się w fascynujący sposób, a kolor nie jest już błękitną przezroczystością, lecz kroplową tęczą. To właśnie taniec w “kwaśnym deszczu” wyzwolił dziewczynę i sprawił, że odrzuciła swoje dawne “ja”.

Kadr z filmu „Kwaśny deszcz”
Kadr z filmu „Kwaśny deszcz”

Na tym etapie nie dziwi już nas, że Chudy okazuje się dilerem substancji nielegalnych, co Młodej w ogóle nie przeszkadza. Razem odwiedzają kilka przedziwnych, surrealistycznych miejsc, żeby finalnie odwiedzić imprezę rave’ową w środku lasu. Tam jesteśmy świadkami, jak takie wydarzenie wygląda w praktyce – mnóstwo freaków w niestandardowych ubraniach, w maskach przeciwgazowych wyglądających jak zmutowane słonie, każdy w swoim świecie, ale wszyscy są dla siebie mili i otwarci.

Młoda chodzi po festiwalu mocno znarkotyzowana, ale podoba jej się to – widzi przedziwne rzeczy, multiplikujące się postaci, wszyscy są sympatyczni i do tego jeszcze odważa się spróbować machać ognistymi poikami. A potem nadchodzi ranek… Dziewczyna budzi się na trawie, oparta o jakiegoś obcego typa, dookoła tańczą obcy ludzie i dudni muzyka. Przestraszona szybciutko stamtąd czmycha w poszukiwaniu Chudego i dwójka po krótkich perypetiach odjeżdża kamperem. I tu następuje niespodziewany zwrot akcji – relacja między Młodą a Chudym zmienia się o 180 stopni, a atmosfera robi się wyjątkowo napięta i pełna niepokoju.

Moje pierwsze odczucia po projekcji to przede wszystkim irytacja, złość, zmęczenie, rozbicie. Wszystko przez mdlący sposób prowadzenia kamery, zwariowane kolory, dudniącą muzykę, połamaną animację, jak i same postaci, ale po kolei. Trzeba przyznać, że reżyser wykazał się wielką odwagą wykorzystując w filmie tak niecodzienną technikę animacji. Wizualny efekt Popakul opracował przy produkcji swoich poprzednich filmów, “Ziegenort” (2013) i “Czerń” (2016).

„Czerń” reż. Tomek Popakul

Surowość techniki, umowność animacji, ekscentryczna plastyka, pozorne błędy w animacji i porażająca pokraczność – wszystko to tworzy niebywale ciekawą, ale i wyjątkowo paskudną całość. Wraz z nabieraniem tempa i rozwojem akcji rozumiemy jednak, że ten film właśnie tak powinien wyglądać. Co więcej, do stworzenia tej z pozoru prostej i niedopracowanej animacji 2D użyto najnowocześniejszych technik CGI (computer-generated imagery) i mocap (motion capture). Do tej pory jest mi niedobrze, jak przypominam sobie fizys bohaterów, ale ta swoista obrzydliwość animacji idealnie pasuje do tego filmu.

Muszę też wspomnieć o samym montażu – twórcy wręcz wylewają na ekran kolejne obrazy, wszystko się łączy i przeplata, a nas dezorientuje i topi w kalejdoskopie ostrych kolorów. Dodajmy do tego muzykę autorstwa Karola Suki (nagrywającego jako KarelGod, Street CIty Nomads i Aurora), która dyktuje tempo animacji et voila, sami czujemy się jakbyśmy zeżarli kwasa.

Postaci też nie uprzyjemniły mi seansu. Trudno mi było z nimi sympatyzować – zapewne dlatego, że na ogół nie lubię no-life’ów, którzy dodatkowo wyróżniają się głupotą, nieodpowiedzialnością i myślą, że odkryją prawdę o świecie poprzez ćpanie. Nawet kiedy życie głównej bohaterki było mocno narażone na przedwczesne zakończenie, to się tym za bardzo nie przejęłam (natomiast zachwyciłam się metodą unieruchomienia Młodej – geniusz). Jednak ostatnie sceny animacji dobitnie pokazują, że nasi bohaterowie są po prostu niesłychanie samotnymi i zagubionymi ludźmi, którzy po prostu chcą być z kimś, przy kimś, czuć akceptację i być częścią jakiejś społeczności.

Postkomunistyczny rave


Osadzenie akcji w postkomunistycznym kraju Europy Wschodniej nie było przypadkowe. Sam reżyser powiedział, że o ile wszędzie na świecie subkultura rave jest do siebie podobna, to u nas wywodzi się z innego kontekstu. Upadek komunizmu spowodował zachłyśnięcie się wolnością i Zachodem – może właśnie dlatego eventy raveowe w Polsce czy na Ukrainie mają swój niepowtarzalny, brudny, podwórkowy styl i są szalenie intensywne. Dla raverów spoza państw bloku wschodniego takie imprezy są absolutnie egzotyczne.

“Acid Rain” jest filmem, którego fragmenty spokojnie mogłyby stanowić część przewodnika po rave’owych hulankach. Poczucie wspólnoty i miłości przy głośnej muzyce podbijają jeszcze narkotyki, lecz kiedy mózg wróci do standardowego funkcjonowania, a oczom ukażą się normalnei niczym niepodkręcone obrazy, przerażeni będziemy chcieli jak najszybciej uciekać do jakiegoś bezpiecznego miejsca. Dokładnie tak, jak powiedział to sam reżyser: “O drugiej w nocy na imprezie czujesz, że ludzie wokół są braćmi i siostrami. O czwartej ci sami ludzie zmieniająsię w jaszczury.”.

Popakul stworzył film pełen sprzeczności – oglądamy dwie strony medalu, jasną i ciemną stronę rave’u. Jesteśmy świadkami odczuwania przez bohaterkę zarówno ciepłego uczucia wspólnoty, jak i następującego potem uczucia alienacji w tłumie, gdzie kolorowy świat nowoczesnej, hipisowskiej utopii przeplata się z narkotykami i przestępczością.

Mimo fascynacji subkulturą rave’u reżyser nie zrobił filmu jednostronnego; nie mydli nam oczu, nie czaruje, lecz stara się przedstawić prawdę o tej oryginalnej subkulturze. Za to wielki plus.

Bardzo podoba mi się też to, że ktoś w ogóle poruszył temat bezrefleksyjnego wsiadania obcym ludziom do samochodów z myślą “Co może pójść nie tak?”. W obecnych czasach to wręcz norma, że młodzi ludzie w imię wolności, zabawy i pogoni za niesamowitymi wydarzeniami decydują się na mało odpowiedzialne działania, w ogóle nie myśląc o konsekwencjach. Wszyscy liczą na to, że przeżyją niesamowite przygody, a ich wyprawa skończy się happy endem. Nikt nie myśli o tym, że “bad trip” może mieć też inne znaczenie.

Reżyser w “Acid Rain” zawarł przestrogę dla takich osób i dla wszystkich, którym mogłaby kiedyś przyjść do głowy taka eskapada. Może do rozsądku niektórym przemówi też to, że historia Młodej nie jest wyssana z palca. Popakul przedstawia nam wydarzenia oparte na doświadczeniach
zarówno jego, jak i Karola Suki, który jest częścią polskiej subkultury raverów od samego początku w latach 90.

Mój werdykt? To było straszne, ale bardzo dobre.

A co Wy myślicie o “Acid Rain”? Zobaczcie i dajcie znać!

Lukrecja Michałowska

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: